between-the-words blog

Twój nowy blog

     W najbliższym czasie owa strona:

- albo zmieni adres

- albo przestanie istnieć

- tymczasowo jest zablokowana haslem dostępnym dla chętnych ;)

szczególy i zapytania pod adres e-mail:

sweet_art@interia.pl

A.

tired

Brak komentarzy

     To był bardzo męczący dzień. W zasadzie- to była bardzo męcząca doba.

     Wizyta w rodzinnych stronach wyjątkowo udana; dzidziuś jest cudny, przeuroczy i w ogóle och, ach i ech. Cuda z nim wyprawiałem i…sprawialo mi to autentyczną frajdę :D

     Juz w drodze powrotnej czadu dał ząb, a raczej dwa zęby :/ Z tego powodu noc zupełnie bezsenna i rano – do pracy. Nieprzytomny urywam się do stomatologa, wracając wchodzę w sam środek nieudanej akcji reanimacyjnej młodej osoby (zbyt młodej, kuźwa- dziecka w zasadzie), którą w kilka godzin zabiła piorunująca sepsa.

     Później dostaję gorączki, wcinam tonę leków i jakoś – w miarę spokojnie- kończę dyżur. Jeszcze szybkie zakupy, kolacja i w końcu mogę odpocząć.

     To był bardzo męczący dzień. 

     Ciekawe, co przyniesie nowy tydzień

A./

.

1 komentarz

Od kilku dni „czasomierz” oficjalnie wskazuje o rok więcej…
     Dziwnie jest tak zdmuchiwać coraz większą liczbę świeczek na torcie; w wieku np. 80 lat to naprawdę może być problem :P
A. 

..

1 komentarz

Jakiś stan zawieszenia i niepewności ostatnio… Dziwne uczucie. Z jednej strony często postepuję wbrew zasadom logiki, nie analizując dokladnie niektórych kwestii, idąc „na żywioł’. Z drugiej zaś- ostatnio coraz częściej- lubię miec wszytko dokładnie zaplanowane, dopięte, pewne.
Może to z racji wieku ? Pewnie zabrzmi to dziwnie, ale czuję się jak stary dziadziuś (no- może jeszcze nie dziadziuś, ale już nie jak roztrzepany małolat), który chce miec pewne sprawy dopiete; stabilizacja i pewność jutra to od jakiegoś czasu dla mnie priorytety.
A tymczasem- miotam się z podjęciem decyzji w sprawie zakupu mieszkania; okazało się, że cokolwiek zrobie- cholernie przepłace. Argumenty, zarówno „za” jak i „przeciw”, mają mocne uzasadnienie, a ja w czarnej dupie jestem. Kupię (=zadłużę kredytem)- przepłacę; nie kupię- stracę zainwestowane pieniądze a koszt wynajmu będzie niewiele mniejszy niż rata kredytu. I tak sie miotam z podjęciem decyzji.
Nasz weekendowy związek (tak go teraz nazywam, bo widujemy się w weekendy)- odnoszę wrażenie- ma sie jakoś tak…dobrze. Nie wiem, czym to jest spowodowane- może tym, że za sobą tesknimy ? Podobno jest tak, że czasami trzeba za soba zatęsknić, by upewnić sie, że sie kocha. Chciałbym juz jednak ponownie codziennie zasypiać razem- pusty pokój jest wyjątkowo nieznośny. Poza tym rodza sie wtedy w glowie różne demony, agrrr; najmłodszy wykluł się w piatek, gdy miałem watpliwą przyjemność poznania …. (wstawiam wielokropek, by nie użyć słowa niecenzuralnego i obraźliwego) i potwierdzenia, że to, o czym wiedziałem od dawna było jednak prawdą. Uczucie,gdy zawiedzie ktoś, komu ufamy w 100% oszuka nas, jest straszne; trauma która rani okrutnie, niszczy zaufanie, a powstała rana zabliźnia sie bardzo długo… To jest takie nie fair…
Zostałem wujkiem :). Chłopczyk jest zdrowiutki i podobno nie daje mocno popalić :) W listopadzie go zobaczę- wujek będzie mu czytał bajeczki, o :)

Nić

Brak komentarzy

     Jak miło obejrzeć czasami, a szczególnie w smutny jesienny wieczór, film nie będący amerykańską sieczką, ale i nie pogłębiający- i tak już wystarczającej- standardowej o tej porze roku melancholii. 

     Taki właśnie jest belgijsko- francusko- tunezyjski obraz „Nić”. Na afiszu zaliczony do gatunku dramatu- zaskoczył mnie bardzo pozytywnie. I mimo, iż nie jest to jakieś kinowe arcydzieło, to ogląda się go cudnie. Pomimo swej pozornej lekkości traktuje o sprawach ważnych, uniwersalnych, o tym, czego każdy z nas pragnie- o poszukiwaniu szczęścia, o walce z samymi sobą, z konwenansami, o uwikłaniu w sieć kłamstw… Niby banalne, ale jednak. Dodatkowo okraszone ślicznymi obrazami (nie kiczowatymi, czy takimi, jakie można zobaczyć w kiepskich melodramatach) i przewijającym się przez cały film symbolem wyimaginowanej nici; nici, która nas ogranicza…

     Świetne role dwóch dziewczyn i ojca jednej z nich. I zakończenie- gdy Pan śpiewa Panu piosenkę :) a wszyscy cudnie się bawią.

     Poza tym to jest całkiem wesoły i pozytywny film :)

A.

 

.

Brak komentarzy

Atmosfera w polskich szpitalach jest- nazwijmy to- specyficzna. Nie chodzi mi o pacjentów (Ci zazwyczaj mają tzw. lipę) ale z drugiej strony- personelu. To często bardzo sfeminizowane środowiska, wbrew pozorom bardzo zamknięte (wszyscy się znają, każdy pracuje w kilku miejscach, wiec tworzy się swoista sieć kontaktów i znajomości), plotkarskie i zawistne. Trzeba być odpornym psychicznie, by przetrwać w tych towarzystwach wzajemnej adoracji, zależności i służalczości. Pogrąża wlasna grupa zawodowa (każda) a i inne próbują udowodnić, kto jest ważniejszy- tak jest wszędzie. I chociaż pracowałem w wielu miejscach- wszędzie było podobnie.

Wkurza mnie to. Wkurza zawiść, hierarchiczność, notoryczne  „sranie we własne gniazdo i podcinanie gałęzi na których się siedzi. Wkur…wia i drażni, bo w głębokim poważaniu ma się tak naprawdę pacjenta (o współpracownikach nie wspominam). Najważniejsze, by szybko sie ustawić i udowodnić „kto tutaj rządzi”. Wkurwia, bo nie żyjemy w XIX wieku,; w całym cywilizowanym świecie takie klimaty już dawno zostaly wytępione. A my sobie tak w nich trwamy, w tej parafii na wschodnim krańcu Europy

Ech, dużo się ostatnio w pracy działo, pewnie stąd ten nastrój 

A.

Lonely

Brak komentarzy

I zostałem sam… Wróciłem po dyżurze i przywitało mnie dyskretne echo. Dziwnie tak. Chyba ciężko będzie ogarnąć nową rzeczywistość :/. Trzeba się ogarnąć i iść dalej, wszak „To do is to be”. Ale i tak pozostaje rozżalenie i poczucie zawodu. Ech…

A.

p.s./

Całkiem niedawno humor poprawiło mi takie oto stworzonko, spotkane – wraz ze swoim właścicielem- w metrze (tzn.właściciel humoru nie poprawił, ale piesek był przeuroczy ;) ):

Jack-Russel- Terrir

 

.

1 komentarz

     Zabiegany jestem. Przeglądam oferty, biegam, oglądam, porównuję. W piątek znalazłem co chciałem. Teraz jeszcze większe bieganie. Głowa pęka od kombinowania jak zrobić, żeby było dobrze. Dodatkowo stres związany z niepewnością, czy w ogóle się uda. Pieniądze, jakimi trzeba będzie obracać oraz kwota na jaką trzeba się będzie zadłużyć (jeśli się uda- oczywiście) to kompletna abstrakcja. A wszystko po to, by w końcu zamieszkać na swoim. Kosmos.

A.

smutnawo

1 komentarz

     W ciągu zaledwie kilku dni piękne, gorące lato zmieniło się w zimną, mokrą, parszywą i wietrzną jesień

     Zawsze lubiłem jesień, ale na tegoroczną czekam jak na jakąś apokalipsę. I strasznie nie chcę, by nadchodziła, a ona nieuchronnie zbliża się wielkimi krokami

     Podobno wszystko, co piękne zawsze musi się zakończyc :(

A.

Berlin :)

2 komentarzy

     Stereotyp Berlina jako szwabskiego miasta runął jak domek z kart

     Pierwszy szok już po przyjeździe na dworzec Berlin Hauptbahnhof  - jeden z najnowocześniejsych dworców współczesnej Europy, 4-poziomowy, rewelacja. Kilka godzin wcześniej wyjeżdżałem z Warszawy Centralnej, więc zdziwienie było naprawdę spore…

     Słynne poukładanie Niemców- wielki atut. Segregacja śmieci, czyste ulice, brak wszechobecnych żebraków i pijaków… Gdy miał podjechać pociąg – na niepełnosprawnych czekała obsługa dworca z „windą”, pomagająca im sprawnie wysiąść z pociągu i przedostać się w stronę miasta… Szok….

     Docieramy do hotelu. Pierwsze wrażenie- kiepskie. Głośna ulica na zewnątrz, nie taki pokój, o jaki prosiliśmy, wstrętny „obraz” wiszący na ścianie. Ale nie o to chodziło- wszak celem wizyty nie był hotel.

     Nocujemy w dzielnicy Schöneberg. Nawet nie wiedziałem, że to jedna z najbardziej tęczowych dzielnic Berlina. Hura, hura, hura :)

     Więc startujemy. Schöneberg to dla mnie inny świat. Normalny, otwarty, tolerancyjny, wielokulturowy. Jak się później okazało- jak i cały Berlin. Kolorowy, kosmopolityczny, multikulturowy, otwarty, a jednocześnie niesamowicie poukładany. Odniosłem wrażenie, że swoje miejsce znajdzie tutaj każdy, byle tylko nie przeszkadzał żyć innym.. Niesamowite.. Jakże inne od tego, co mamy na codzień w PL…

     Ludzie równiez nie okazali się chłodni i antypatyczni. Wręcz  przeciwnie…

     Było wszystko, co w Berlinie ciekawe- Alexanderplatz, pozostałości muru (zrobiły na mnie niesamowite wrażenie), Brama Brandenburska, Reichstag, Siegessäule – kolumna zwycięstwa, Wieża Telewizyjna, kiełbaski :), piwko pite legalnie na ulicy (to prawda, że zakazy przynoszą efekt odwrotny od zamierzonego), Potsdamer Platz…

     Nocne życie… Nie napiszę, jakie było, bo się wstydzę :) A było intensywne, nawet BAAARDZOO :P

     Podsumowując- przez chwilę odetchnąłem w innym świecie. Inaczej- w innym żyję. A chwilę pobyłem w normalnym. Chciałbym mieszkać w normalnym świecie…

A.


  • RSS